czwartek, 9 lipca 2015

Bez przyrzeczenia





Tej nocy
sen nie ogarnął głębin
po dniu pchania fali.
Świt,
wyrzuconym
na powierzchnię westchnieniem,
obietnicę wieczności
zapomniał zostawić;

a jednak...
morze znów po horyzont
przestrzenią wieczoru,
niebo w dzikiej fali
szuka szczęścia człowieka.





R., 25.07.2013


wtorek, 7 lipca 2015

w oparach







we wstającym dniu
w południu gorejącym
marzeniach palących
kołysanych zmierzchem
hartuje się dusza
zaprzedana
wciąż niedotkniętej
oszalałej miłości

a rzeka w korycie
nabrzmiała
łzy rozlewa
na niewinne łąki
ptaki milkną
bo dziś płacze
nierozpoznane kochanie
w oparach dzikiej pamięci



R., 19.07.2011

sobota, 4 lipca 2015

Mocniej




Tyle mechanizmów
w pracy
na zatrzymanie
w wyznaczonej  chwili.

Zobaczyć zmierzch jak korony drzew
przykrywa cieniem
- rdzawym jeszcze po słońcu; 
księżyc wciąż karmiony tajemnicą;
ranek zroszony ciepłym wspomnieniem.
Później mocno chwycony dzień
przytrzymać  nadzieją,
która  szponami wygłodzonego ptaka.
Niosąc zdobycz ponad nieuchronnym
- śmiać się, śmiać, śmiać!
Aż do wypuszczenia.





R., 15.07.2014

czwartek, 2 lipca 2015

Przed jutrem




Czy kto może być piękny słowami, które zapisze?
Czynami, których dokona?
Mową?
Umiejętnością milczenia?

Witaj.
Noc taka lipcowa. Gdzie więc ptaki? Nagle przestały się odzywać. Najbliższy świerszcz też siedzi cicho. Czyżby spadł razem z przyciętym bluszczem? Samotnie woła ten z sąsiedniego płotu.
Dalej, w głębi ulicy szczekają zawiedzione psy.
Odgłos kolejki, rzadziej przelatującej przez środek miasteczka o tej porze, nie robi zamieszania w utrwalonych dźwiękach ciepłego wieczoru. Tak samo rozpędzone motocykle. Ucichły, na szczęście, syreny karetek pogotowia, policji, straży pożarnej.
Z niewielkich ogrodów docierają rozmowy, które w taką noc przenoszą jaźń do czasu, kiedy żniwiarze zbierali się nad Niemnem po całodziennej w polu pracy.
Kto uderza w klawisze fortepianu przyrody? Dawno nie było tak czarownej nocy.
Wyjdźmy przed dom. Obejdźmy go dokoła, wszędzie czekają kwiaty, wzmocniły zapachy. Później usiądziemy w nieoczekiwanie ciepłej nocy, pozbawionej komarów.
Są gwiazdy, spójrz. Pomyśl, jaka jest wielkość stworzenia tego, co nas dotyka i tego, czego nigdy nie sięgniemy. To chwile, w których zapominamy o tym, kim jesteśmy. Otwierają się umysły. Dusze zamieniają  w wieczorne bukiety pragnień. Serca biją.
Noc i jej ciepło otula  bez zastrzeżeń i wymagań.
To nic, że nie mówimy o tym, że dzień był trudny, przyniósł nowe, niemiłe odkrycia.
Bądźmy w tej nocy utopieni, jak w szczęściu nieznanym, nieposkromionym, rozpasanym. W jej głębi, tajemnicy, otchłani marzenia, że ona się nie skończy.
W mroku schowały się róże. Maleńkie wrzosy. Jak strudzeni wędrowcy zasnęły tuje. Żal, że piwonie zakwitną dopiero za rok, to prawda. Skup się,  poczujesz podlaną lawendę. Tak, z tamtej strony, zapewnia, że z nami jest.
Świerszcz wciąż się odzywa.
Znowu kolejka, samochód,  motocykl, pies.
Cisza. Gwiazda nie spadła.
Zaraz północ.
Od rana czeka wyprany z nastroju dzień.
To jutro.
Jeszcze jest ta noc i nienazwane piękno.



R., 21.07.2010

środa, 1 lipca 2015

(-) szepty traw





szepty traw
wygrane muśnięciem wiatru
unoszone trzepotem ptaka
zagubionego nad wodą
do ciebie płyną

wiosenny liść
niezerwany sztormami
gdy zeschnie
gotów
do napisania na nim
słów
do tej pory nieznanych

cichutkie wyznanie
wraca ku brzegom
zaczepione o kamień
czeka na twoje ramiona