wtorek, 26 maja 2015

byłaś




chwila kradnie się wieczorom
nie przestaje o świtaniu
pamięć zamoczona w fali
wystawiona do zachwytu

oczy z nieba za błękitem
tulą słowem z kołysanki
maki z sukni jak marzenia
z jedną troską w pędzie czasu
posłucham





R., 24.05.2015

poniedziałek, 25 maja 2015

O buncie i pogodzeniu





Wiatr, nie, nie tamten nadlatujący od oceanu albo zza góry kryjącej kolejny fiord, tylko ten żyjący
w zgodzie z Zatoką, poganiał fale. One wciąż zmieniały falbany w sukienkach. Podpływały do brzegu wygrzane majowym słońcem. Mówiły bez przerwy, przekrzykiwały wiatr, a on śmiał się z ich, niesionych od horyzontu, głębinowych plotek. Widoczność dała z siebie więcej niż tego dnia, gdy Mała Zatoka była skuta lodem wzdłuż całego brzegu. Pokazywała oznaczenia miejsc, gdzie znaleziono wraki, prom na skraju morza i nieba, świeżo odmalowane kutry rybaków. Łodzie, jak dwie siostry w jednym pokoju, albo barwne ptaki w obrazie przestrzeni, z brzegu wyglądały zaklęte. Lewa z niebieskim podbrzuszem i białą nadbudówką, prawa odpowiednio bordowa i biała, nie wdawały się w rozmowy z rozbrykanymi falami. Zastygły pięknie – niczym postawione ogony pawi. Pozwalały rybakom spokojnie łowić.
Nitka Półwyspu, ledwie widoczna, bo przejęła kolory z morza i chmur, dziś należała do wspólnoty widocznej dzięki dobremu oświetleniu kadru od brzegu do… przecież do miejsca, gdzie sięgało oko.
Klif na swym grzbiecie unosił sporo lataczy brzęczących modelami szybowców. Kiedyś szybowiec byłby dziełem latacza, miałby w sobie trud, miłość człowieka. Dziś przywożą wszystko wprost ze sklepu. Lata toto, ale duszy się w tym doszukać nie da.
Parę lat wstecz, w tej rybackiej wsi, był zjazd  weteranów, zdobywców wojennych. Do tego zlot wszystkich rodzajów mundurów i pojazdów, świadków zdarzeń niosących wtedy śmierć i wyzwolenie. Teraz znów w zdobytych lasach, na polnych drogach, w wiosce, na odsłanianej plaży i obrywającym się klifie zapomnienie nie próżnuje. Niedługo weterani przestaną być świadkami, bo, jak każdego, do swoich knowań wciągnie Ich śmierć.
Mechelinki, 22.07.2007
O tej, która robi z nas martwych, nie chce się nawet myśleć. Chwila w której trzeba się poddać i dopuścić do świadomości nieuniknione, rodzi się zawsze niespodziewanie. Tak jak każdy musi pozwolić zamknąć sobie oczy, tak musi też pogodzić się z tym, że przeżyje, zobaczy opuszczone na zawsze powieki kogoś, komu gdyby mógł, to naniósłby dni życia, jak drew do pieca na długie zimowe wieczory. Nie przyniesie, nie ułoży szczap ze zdrowia które bezpowrotnie rozstało się z człowiekiem.
Żywi… długo będą wyzwalać się z żalu, buntu, niepogodzenia…
Fale mają swoje sposoby na grzebanie w odmętach tych, którzy oddali ciało i duszę morzu. Zamykają wszystko w jantar tajemnicy i układają na dnie, zasypują i nigdy, nawet w wielkim sztormie, nie wyrzucają na brzeg. Może dlatego potrafią wciąż się przelewać, skrzyć, marznąć bez odmrożeń, grzać i nie mieć udarów; złościć na ludzi którzy nie pamiętają, że trzeba mieć pokorę wobec żywiołu i bezmyślnie toną.
Witaj.
Wiesz, kwiecień mocno poszarpał wszystko, co nie było w Niej mocne na tyle, żeby zwyciężyć kolejny sztorm. Zapadła się w głębię niechcianych zdarzeń, czasem wypływa na litościwej fali i zaraz znika w tej bezwzględnej. Czas musi znowu wziąć się do pracy i pomóc osiągnąć brzeg, z którego nie da się już wepchnąć do wody. To niemożliwe? Chociaż chwilę będzie się bronić.
Teraz pomyślała o kawie, przyniosła nam, a to dobrze wróży.




R., 01.05.2011

piątek, 22 maja 2015

piątek nad Zatoką





przeleciały skupione w kluczu
szyje wyciągnięte niemożliwie
wykradają piękno chmurom

łabędzie kursem na małą zatokę
po szczęście powrotu do brzegu
w południowej fali

widoczność zaczęła od Pucka
przeszła po Kuźnicy
Jastarni
nie zginęła za Helem

zwyczajnie
po prostu
jak oczywista krasa
dodała wielkie sklepienie
połączyło jak za pędzlem
przed i za
jasnogranatowym wyznaczeniem granic


migotanie dalekim skrzeniem
do portowych żurawi z Gdańska

statki
kutry
łodzie

ludzie w wysokim słońcu



R., 15.05.2015

wtorek, 19 maja 2015

Nawet ty






Wietrze, nie chcesz usiąść przy Niej. Gnasz obok zrażony nieporadnością, która zawładnęła kobietą o szarej przeszłości. Nie obiecujesz  jesieni - stworzonej na kształt łodzi ufnie cumującej  w bezpiecznej marinie. Zapędzasz chmury nad morze - zgadujesz czy chce być już niespokojne.
Odbierać falom spokój, burzyć je przeciw, to lubisz. Pytałeś, czy chcą?
Czy pragną biec, osuwać i przysuwać brzeg, nagarniać kamyki i piasek? Oszalałe - zatapiać horyzont, bo na nim sięgają nieba. Przykrywać się chustami dzierganymi białą pianą?
Wie, że wszystko, co czynisz, nie jest poprzedzone myślą, która mogłaby wyciszyć twój niepokój.
Kto miałby ci ją poddać. Przytrzymać aż taką porywczość. Wiejesz wzmocniony pragnieniami. Zostałeś na nie skazany bez wiedzy - jak długo musisz być sam.
Nie mścisz się? Tobie wierzy ten, komu gorzki smak ciszy przywarł do ramion. Stała się głośnymi skrzydłami, niosącymi pustkę nad myślami.
Dziś wiejesz Jej niepewnością - w przestrzeni ufności obciążonej niedowierzaniem i ciężarem pytań. Dlaczego ja… mnie.
Nie pędź wietrze, nie szukaj tego, czego odnaleźć nie możesz. Zostań  jak wtedy… na drodze. 






R., 25.05.2011

niedziela, 17 maja 2015

(-) wejrzała w zachód

Mojej J. przypomnienie z okazji Urodzin :)





zanurzyła
wspomnienie w westchnieniu
tęsknoty bez rąk i nóg
wejrzała  w zachód niezłoty
rzucony
za napiętym łukiem mostu
na grzbiet oszalałej fali

chwyciła
za grzywę spienioną
czasem nieznanym
bezwzględnego rozstania
milczenie
odebrała
wyspie skalnej
srebrem tkane
cisnęła otchłani do stóp

pięści zacisnęła dziś silne
krzyknęła  a echo na skrzydłach
orły
rozniosły na wiatr
świadka  wyznań

ocean
zanurzył słowa w noc białą
zgubioną na niebie bez gwiazd
wezbraniem  szczęśliwych
samotność
rozpaliła stosy na brzegach
wysp jego bezsilnej  pamięci 





R., 15.05.2010