czwartek, 26 września 2013

droga po złym





nie wiem
po co ruszam przed siebie
co prowadzi
pod rękę chwyta los
gdzie ostatni raz postawię stopy

już jestem na drodze
wbrew wszystkiemu
co duszą jest

brnę chociaż stąpam lekko
bez zdziwienia w  sercu
skaczę po kępach
w bagnach rozproszonych

boję się
krok postawić przeciw sobie
wiem że zostawiam ślady
nikt ich wyczyścić nie zdoła

chcę złe ominąć
skręcam
tam poza łozami droga
na wybranej
jeszcze bardziej się  zapadam
bez wskazanej tonę

czy  wyjściem
zaczepieniem
sensem tego co robię
szatańskie  traktaty

jest nowa ścieżka
 kartą złudne rozdanie

trakt  w przeciwną stronę
w piekło zawiedzionych nocą
twoją duszę zrzuca

zginiemy w wyznaczonym dniu
gdy z  klepsydry wysypie się piasek






L., 18.09.2008

środa, 18 września 2013

Julianie



 Tekst, jak wszystkie moje, od pierwszej litery do ostatniej kropki, jest fikcją.





Witaj, Julianie.
W pierwszych słowach mego listu chciałabym Cię zapytać, jak teraz się czujesz. Czy po operacji, którą przejść musiałeś przecież, bo nie wyobrażam sobie, że nie chciałbyś napisać do mnie jeszcze, masz się lepiej, a co za tym idzie, czy byłeś już przed domem i czy zaglądałeś do hortensji o której mówiłeś, że kogoś ci przypomina, bo zmienia kolory jak włosy tej, o której wciąż jeszcze myślisz… chyba coś wspominałeś, że to nie jest tylko zamyślenie…
Co do hortensji, to powinna uśmiechać się do Ciebie różowo; mówiłeś nie tak dawno, że podsypałeś jej wiórków pozostawionych z drewienka. To w nim rzeźbiłeś /chociaż twierdzisz, że tylko strugasz/ tę  tajemniczą figurkę której nie dotknę; przez tę między nami odległość…
Jestem pewna, że gdybym wzięła ją do rąk, to wiedziałabym o Tobie więcej niż do tej pory, chociaż, kiedy jestem trochę zarozumiała to uważam, że wiem o Tobie wszystko, włączając Twoją miłość.
Wybacz mi niedoskonałość a nawet rodzaj niezawinionego niedbalstwa w pisaniu; przecież wiesz, że nie tylko nadgarstki już bolą i nie wzrok jest tylko drugim problemem…
Wracając do Twojej hortensji… wielka szkoda, że zaraz wszystko do końca zacznie więdnąć, tracić kwiaty i liście, bo będziesz długie miesiące musiał czekać aż ona zakwitnie i znowu przywróci Ci to piękno zapamiętane z dnia, kiedy bliskość była niewyobrażalnie zanurzona w nieopamiętaniu i późniejszy, chociaż niedługi czas, po którym zabłąkany pocisk trafił Hannę w czoło, chociaż Ty powiadasz, że w serce.
Spodziewałeś się, Julianie, że nie znam imienia Twojej ukochanej do dziś Tajemnicy? Otóż tak… wiem od czasu, kiedy widywałam  Jerzego. To On opowiadał o tragicznym splocie /chociaż wojna niosła tylko tragedie/ że znał Hannę, która pieszo szła z Warszawy do Nasielska, do swojego narzeczonego. Niewiele ją  dzieliło od  pierwszych podmiejskich pól, można powiedzieć, że była już w domu. A oni nadlecieli, tak nisko i zaczęli strzelać, jakby urządzili sobie polowanie na zawołanie, chcąc połamać skrzydła pięknemu ptakowi. Tak,  Julianie, to w tej opowieści, otulonej ogromnym żalem i współczuciem Jerzego, odkryłam Hannę i od tamtej pory razem z Tobą Ją pamiętam, zdając sobie sprawę, że równać do Ciebie nawet nie wypada.
Pisałeś /przed szpitalem/ że niczym jest człowiek. Po nim tylko robactwo na ostatniej uczcie albo według powracającego zwyczaju – garść popiołu; bo nawet pamięć tych, którzy ją o Tobie jeszcze jakiś czas przechowają, nie w tym lustrze odbita. To powiem Ci – nie bądź zarozumiałym. Nie tylko w takiej niepospolitej głowie jak Twoja - pragnienie pozostania na ziemi w czymkolwiek, żeby przypominało, jest wielkie, tylko nie każdy się przyzna. Też nie dziwię się Tobie że trzymasz w garści i nie pokazujesz…
Julianie, o Jerzym jeszcze, jeśli to nam pisane, porozmawiamy.
Bardzo Ci życzę zdrowia, także z egoizmu, bo potrzebna mi Twoja przyjaźń. Do dzisiaj przecież nie wiem, i znasz tę moją rozterkę, czy ważniejsza w moim życiu była pierwsza, nieśmiałością szczenięca miłość Jerzego, czy Twoja, od początku dojrzała i mocna przyjaźń. Tym bardziej, że nie widząc go czterdzieści sześć lat, straciłam nadzieję na choćby jedno mgnienie w jakimś przyszłym dniu, bo odszedł w tamtym roku. To dlatego napisałam o kolcu w serdecznym palcu i tui cmentarnej. Czytałeś.

Znowu Cię pozdrawiam… jeszcze tylko zaparzę kawę i pójdę do lekarza. Pewnie Ty też z niej nie zrezygnowałeś. Oczywiście, że spodziewam się, że pijasz z kofeiną! Wszystkie inne są diabła warte.
Julianie, proszę, odpisz nie zwlekając.
Twoja wciąż, pozostająca w przyjaźni
– Alina.





sobota, 14 września 2013

sennie




śniłaś mi się
gładziłem
przyprószone włosy
poczułem coś
co zaskoczyło

zrozumienie
jak bardzo kochałem
nie wiedząc

teraz to mówię
kocham

czy sen usłyszysz




L., 15.08.2008

niedziela, 8 września 2013

przedostatnia uklęknie









nie wypadaj mi z rąk
z ust strugą żalu nie spłyń
słowem
przeznaczonym na koniec

daj światła i blasku
cienie przyjmę w pokorze
nie uciekaj
życie tylko na raz
wyznaczone do przejścia

pomóż nie żegnać się jeszcze
z najważniejszą harfą
niech gra
będę słuchać pilniej
zaprzedam duszę i wiatr
wyrwę więcej z serca
na pożarcie rzucę
przeznaczeniu

zerwij z krat zamknięcia
do marzenia

uklęknę
obejmę
pożegnam
miłość niedosięgłą







R., 08.09.2013

piątek, 6 września 2013

Przedostatnią chwilą






Minuta, falą porwana z życia,
odpływa do głębin
niezapisanych wynurzeniem.
Słońce nie rozgrzewa,
wiatr nie chłodzi.
To nie ten spokój.
On barierą jak mgła,
w której brodzić trzeba.

Ociężała smutkiem,
zaczarowana w powiekę,
nie chce się podnosić.
Ostatnia z późnego wrzosu 
- niedokończona miłość. 




R., 04.09.2013



poniedziałek, 2 września 2013

obawa





strach wypełnia
przenika
wywabia spokój za drzwi

rozszerza tajemnice
istnienia i odejścia

co w nas
nie zawsze obok
co gdzieś
nie umiało dotrzeć

z pytaniem
każdy sobie
szuka odtajnienia







R., 29.06.2013