sobota, 7 marca 2015

(-) przykryje nas świt







przepłyń
rzekę spełnienia
zdobądź szczyt
 i zamknij
piekłem ust
westchnienie szczęścia

rozbujaj noc
zawieszoną
na pełni
zazdrosnego księżyca

gdy przykryje
nas świt
ty
w zagubieniu
zostań  jeszcze
w nieobudzonych
głębiach







R., 10.11.2010r. 

środa, 4 marca 2015

Za Szelestem


Szelestem spojrzał z progu jeszcze.
Podrzucił liść wietrznie.
On znakiem na wilgotnej szybie
- zasuszony przywarł.
Myśl w jesieni ugrzęzła.
Zmęczone ramię podał
bezsilny wiatr.
Szeleśćcie myśli rudozłote.
Szepczcie jej jeszcze.
Wplećcie się
w siwe, niegłaskane włosy.
Mówcie.
Powtórzcie niedotknięte szczęście.
Jej próg i jego - w ciszy
już nie skrzypi.
Szeleści ostatnia,
spłoszona nadzieja.
Ulatuje w mrok.
Gwiazda z granatowego nieba
spaść nie może.
Patrzy na to księżyc.
Łza niespokojny sen kołysze.
Jej smutek.
Jego samotność.
Ich niespotkaną ciszę.
Pieśnią jesienną
szeleść – Szeleście.
Mów szeptem.











R., 23.10.2009

wtorek, 3 marca 2015

Mała i duża zatoka






Zmarznięty piasek wystawił grzbiet spod śniegu. Między bielą lądu i kry na wodzie wydawał się lekko brudny. Słońce sprawiło, że  mały vik, który cały zamarzł tej zimy, teraz, przeglądając się w błękitach zawieszonych nad nim chmur, był zniewalająco, bezwstydnie niebieski.
Wiatr nie dokuczał, nie napędzał chłodu. Można było zapomnieć się, utopić niepozbierane myśli w wielości niebieskiego i błękitu, w cudzie dnia.
Ludzi prawie nie było. Ci, których sylwetki ginęły w dali, przyjechali tu dobrze wybierając porę. Potrzebowali spokoju? Można ich o to posądzać, bo latem… to ciała podsmażają w słońcu skórę, zapełniają plażę i w zgiełku nie słyszą nawet siebie.
Na zamarzniętej fali, w bezruchu oddane słońcu, rozsiadły się okoliczne mewy.  W taki dzień nie chciały krzyczeć ani latać. Łapały ciepło w pióra. Medytowały.
Wszystko było błękitnie niezwykłe: tafla lodu skuwająca calutki vik, przycupnięte przy brzegach domy, przestrzenie, które zaczęte tuż, nie chciały  pokazać końca.
Nogi nie potrzebowały kierunku. Kroki stawiały się niespiesznie. Oczy rozszalałe, bo przez całą zimę zostawały bez tej okazji, która teraz unosiła niewidzialne skrzydła, przez co dusza mogła zapłakać…
Czarny krzyż ustawiony na plaży, oznaczony tablicą pamięci tych, których morze przyjęło do swych otchłani, został z boku. Te same nogi tworzyły wciąż nowe, spokojne kroki podążające nad zatokę. Ciekawość ich nie gnała, chociaż coraz mocniej dopominała się o swoje; chciała wiedzieć, może nie już, bo mała zatoka przytrzymywała oczy pięknem, ale trochę później, czy na końcu małej też jest lód. Może go już niewiele? I czy te wszystkie ilości niebieskie tam też są.
Były kry, słońce i mocny granat wody aż po horyzont. Praca silnika z łodzi, na której wypłynęło kilku rybaków, bo czas  rozstawiać sieci, nie psuła ciszy wody i lądu. Ten pracowity akcent leniwego na brzegach dnia - był usprawiedliwiony.
Kry leżały w płytkiej, spokojnej wodzie - pocięte pęknięciami w romby, kwadraty, prostokąty i ćwiartki koła; jakby ciosane premedytacją, na kilku odsuniętych za daleko od brzegu trwały mewy. Głębiej do horyzontu, tam gdzie żadnej kry już nie było, pływały, chwaląc się smukłością szyi, zadowolone łabędzie.
Lotniarze nie chcieli lecieć aż do nieba. I tak byli wysoko, te ludzkie ptaki.
Fale nie napływały do stóp. Może nie chciały sporu z krami?
Wyostrzony wiatr  wciąż pozwalał cieszyć się pierwszym ciepłem.
Witaj.
Masz rację. Trzeba łapać dzień. Nie każdy dostanie Jutro…







R., 12.03.2011

poniedziałek, 2 marca 2015

Na progu duszy



Mieszka w sercu bunt,
wrzeniem krwi się grzeje.
Bywa... schłodzi go woda,         
gdy  wyleje z brzegów
uwiośnionej duszy.
Na skrzydle żurawia
przyleci wspomnienie
o minionym szczęściu.
Dokąd odpływasz
życie moje...
Zaczep się
o przybrzeżny konar.
Będzie nas chwilę
- dwoje.

W końcu tak będzie, że staniesz w progu postarzałej duszy, bo zmęczona i głodna człowieka, otworzy szeroko drzwi. Wejdziesz, nie dbając o przymknięcie, bo też kto by chciał was podsłuchiwać albo podglądać.
Siądziecie w fotelach pamiętających dawne czasy i wciąż w miarę wygodnych.
Zacznie się czekanie… od nocy do dnia, od dnia do nocy… po chociaż trochę jeszcze…







R., 23.03.2011