Otul się przyjaźnią posiwiałej kobiety, to poznasz absolutną
bezinteresowność wspólnoty ucieczki w rewiry umysłu, duszy, serca - dotąd niepoznane.
To sztuka najwyższej czystości diamentu, nie wszystkim dostępna, bo też
nie każdy wie, jak się z nią obejść.
W bliskości ludzi która daje spokój, czas na wydobycie każdej
szczerości, odwagę pokazania myślenia i niedoskonałości zewnętrznej powłoki,
którą przykurzyło przemijanie i jej istota nie jest już ważnym elementem w
życiu – jest waga spojrzenia na siebie z najcudniejszą troską. Ochronioną przed
wykorzystaniem.
To przyjaźń, która toczy każdy ciężar rozmowy na bezpieczne drogi, nie
boi się oszczerstwa, dekonspiracji, napaści, posądzenia, niesławy. Jest w niej
mądrość wypracowana latami doświadczeń dobrych i takich, które trzeba było
przejść okupując trudem, zdającym się, nie do wyobrażenia i zwalczenia. Nie można
jej pomylić z opóźnioną miłością.
Witaj.
Kaczki i kaczory pokryły miejski zalew, stworzony tuż przed zaporą na rzece.
Z rozlewiska rozpłynęły się w górę i dół rzeki. Przyzwyczajone do przechodniów,
nie uciekają w popłochu z brzegów.
Przy tamie pracuje stare młyńskie koło. Z parku słychać pokrzykiwania
dzieci. W stęsknionym obrazie wciąż brak oczom świeżej zieleni.
Słońce jest, bo gdzie by mu było tak dobrze, jak nie tu, gdzie
rozpędzona mewa zapomniała, że nie znajdzie morza przy kole.
Ze stadionu dochodzi pogłos tego, co wydobywa się z mocnych gardeł
kibiców.
Ławki w alejkach prawie puste. Widok jej i jego, objętych, nieobecnych z miłości, zanikł wraz z
nadejściem jesieni i jeszcze nie powrócił, może dlatego, że za chłodno?
Ziemia zapachem podpowiada, że już niedługo…
Napijmy się kawy.
R., 21.03.2011