Powiedz,
będziesz tęsknić,
kiedy zacznie drogę,
do ostatnich,
zobaczonych wzgórz?
Tam, gdzie promień
gubi się za stokiem,
zginie w liściach lasów,
dzikich róż?
Nie mów,
czy jest jedna łza w twym oku,
którą oddasz
za obraz zimowych burz,
spadających w
potoku
nierozważnych dni,
mgieł i chmur,
szat zimnych mórz.
Co zostanie na brzegach
i w trawie,
gdzie kamienie
szarpały takt
duszy.
Jaka pieśń
popłynie do szczelin
tego rana,
w którym list
się zawieruszy?
To wspomnienie
z tobą pozostanie
o drodze raz w górę,
raz w dół.
Brzozach zaklętych
i żółtych prymulach,
uderzeniach wiatru,
cięciu fali
przez
groblę na pół.
I tylko filiżanki
trzeciej nie dostaniesz,
nie zaciągniesz się
już czarnej
gorzkim
smakiem,
Zapomnisz
o niedotkniętym…
Szarość skał,
ruchomy horyzont,
odleci wraz z ptakiem.
L., 22.06.2008