sobota, 9 marca 2013

przywołanie






mogłabyś ogrzewać
przytłoczone ramiona
miesiącami noszonego palta

uwolnić białe szyje z szalów
oddać wiarę oczom
na czoła przyłożyć słońce

umalować wiatrem łąki
pamiętane strumieniem
żabą i łozami

to dlaczego piękna
jeszcze ciebie nie ma
dach zimny pod kotkami





wtorek, 26 lutego 2013

Za wiatrem





Co jakiś czas albo w innej chwili,
gorzkie wspomnienie smak w radości zmienia.
Pamięć za ostra, minione stwardniało drzewem
któremu wiatr kark przygina.
Trzeba mi widoku motyla! - krzykniesz.
Wiatr zabierze wszystkie echa
nie na tę stronę
rzeki twojego pragnienia.
Nurt.
Wiatr.
Zatrzaśnięte niebo.



poniedziałek, 28 stycznia 2013

Przypłynęła





To odpływ, czy mądrość głębin
na cud twojego istnienia za groblą,
w zarodku oceanu głaz zaczarowały…
Z mostu każdy choć cienia ciebie,
jak szczęścia, wypatrywał
porzucając drogę dla oczu po horyzont.

Zachody układały tarczę we wszystkich toniach,
wschody powstawały mnogością odcieni…
Uwięziłaś czas w pragnieniu.

Mówiono, żeś samotna najpewniej,
skryta przez to okrutnie najpierw sobie.
Tyle razy cielska rudych alg
pozbawione okrycia czekały przypływu…
Ściany mgły, albo deszczu,
do wyboru w gęstości i wielości szarego
przybywały i odchodziły od skał,
a ty ukryta – milczałaś.

W południowym odpływie
przywarłaś do kamienia,
algi zamarły dla ciszy.
Nie mówił fiord, most dumniej wypiął łuk…
Zanim ocean,
przed powrotem z odpływu,
po wyspach rozesłał wici                 
- foka na kamieniu!

pod słońce cię wypatrzyłam…




niedziela, 16 grudnia 2012

A inni śpią





Na śnieg, który tylko postraszył, że już będzie padał i padał, z wysokiego nieba leci deszcz. To co może wypełniać człowieka… jeśli tak samo na brzegu zatoki, na ulicy,  na polu przylegającym do miasta.
A rybak musi wypłynąć, listonosz trafić kartką świąteczną do skrzynki którą obszczekuje pies… lekarz w karetce pędzącej na sygnale nie może bać się gołoledzi… starucha poczłapać do sklepu, bo też chce wierzyć, że stać ją, żeby jakoś te święta…

W końcu zapadnie noc i wcale nie będzie się wysilać, żeby wszystkim przynieść kojące sny.  Nie ma takiej potrzeby, nie ma w tym interesu. Jest czarna, więc i tak nikt nie będzie widział czy wstydzi się egoizmu z którym jest jej tak dobrze.
Nie bądź mi nocą… możesz zawołać. Tylko po co… Echo przybiegnie od grubego muru i obejmie jak zmoczona deszczem koszula. Będzie jeszcze trudniej a żal… tylko spęcznieje.
Zostaną oczy – wypatrujące ciepłej plamy na ukrytej w mroku ścianie.
Minuty… minuty… minuty…
To noc, teraz do przyjaciół się nie dzwoni…  
Kiedyś po północy rodziły się słowa. Gdzieś uciekły i nie wracają. Tłumaczą, że lepiej im milczeć.
Deszcz na śniegu…
Minuty…





poniedziałek, 10 grudnia 2012

Kiedyś i miłość umiera




Wybranym daje w upominku
drugi brzeg, chwyciwszy za dłonie
do przeprowadzenia.
Przedtem zamienia serce w - bez koloru.
Pozostałym przygląda się
z zastygłym szyderstwem.
Nurzając w cierpieniu odchodzenia
chce, by jeszcze na ziemi
sami błagali o przejście,
katorgi znieść nie mogąc.
Mówienie - ciesz się każdym dniem!
- nic nie znaczy.
Ciało stygnie. Miłość umiera,
jeśli nie zrobiła tego wcześniej…