czwartek, 31 lipca 2014

Twój przewrócony krzyż




***
Noc, a ciebie
jeszcze nie ma.
Świt, drzwi nie skrzypnęły.
Pełno słów schowała
do ciepłego serca,
żeby nie wystygły.
Przecież wrócisz.

Dzień w ruinach miasta
nie wymiata nadziei.
Doniczka wciąż w oknie
i firany rozsunięte.

Zabronione dźwięki fortepianu
odwagę szczepią przechodniom.
Rodzi się wiara w pokonanie.

Pamięć grzebie czas
Niezwyciężonych.

Dziś przez krzyż
w lesie ci postawiony,
przewrócony starością,
drugi raz umierasz.

Ostatnia łza rosi
twój i jej
kwiat niezapomnienia.








R., 28.08.2010

niedziela, 27 lipca 2014

Za ciszą



Ran rozdrapywanie
niepotrzebne nikomu
gdy czas to zabrał,
co we dwoje było.

Młodości zostawić
uniesienia
już pora.
Niech chłopiec i dziewczyna
szarpią strzałę Amora.

Fotel na biegunach
łagodnie kołysze...
za ciszą ciszę.
Za ciszą...





H., 04.04.2009

czwartek, 10 lipca 2014

cena





to płatki  miały być wzorcowym
ułożeniem każdej migawki słowa

brakowało tylko przewodniego
koloru i wielkości cienia
w podziale do ilości
jednak światła w półmrokach
które pogodziły się
z nazwaniem ich tłem

wyraz nie wysłowił się
ukrył w nieśmiertelności myśli

tam w rozkwicie dorównał kwiatom
odtąd razem więdną






R., 04.07.2014

sobota, 12 kwietnia 2014

poza horyzontem wieczorny dzwon




wykoślawiło
życie
wszystkie dobre chęci
zostawiając na pastwę
to co przenika
w uczepionym istnieniu

i serce utwardziło
zapisem zdarzeń
jak zbrodnia
zalewanych w betonie
już nie do skruszenia

droga do wzruszeń w zasiekach
piękno zatraca pamięć
obraz grozi kolorem

pieśni
jeszcze tylko ty

przywracasz mnie świtom
gdy klif otrzepuje nadmiar głazów
a morze rodzi słońce
aż do modlitwy wieczornej
tęskniącym dzwonem
obwieszczającej zachód









R., 12.04.2014




środa, 19 marca 2014

Zazdrosne słońce






zobaczył ją na stoku
tam gdzie leśny strumień
nabiera prędkości
a on jest już niespokojny

lekko powiał i umilkł
zaczarowany
jesienną kobietą
z tej wiosny

zaskoczeni stanęli
drżała gdy odurzał
jego zapach wypełniony
igliwiem przerzedzonego
żywego jeszcze świerku

ujął wietrzną dłonią
jej schłodzone włosy
ułożył w fale spokojnego
w taką porę morza

ich horyzont zapaliło
rozżarzone niespodzianką
zazdrosne słońce
wciąż skąpiąc dnia






R., 21.03.2011

poniedziałek, 17 marca 2014

Czasem odchodzi






Pada. Ziemia jeszcze chce wody? Śniegu topionego dobrym ciepłem wypiła tak dużo, że zdawało się – nie pomieści go, zacznie się krztusić i wylewać nadmiar na oślep, tworząc rozlewiska i powodzie.
Ludziom udało się! Tej wiosny spali spokojniej.
Witaj!
Wieczorem, ponad dachami pięknych i brzydkich domów, znowu przeleciały żurawie. Trzy. Za nimi kilka mew kłóciło się o coś, ale zawróciły i można było znowu, zadzierając głowę i poprawiając okulary na nosie, oglądać przylot ptaków, które od wielu lat tym, którzy widzieli film, kojarzą się z trudną, oddaną miłością.
Miłość nadal jest nienazwana. Ma tyle barw, tonacji, mocy uderzenia i spokojnej fali.
Wyrazu, który jak na dłoni, nigdzie się nie skryje.
Wiotkości. Siły. Uroku.
Zezwierzęcenia i niezrozumienia.
Jest po stronie czerni i tam, gdzie biel ją zdobi. Mimo to myślimy o niej, że jest piękna.
Jak bez wody człowiek ginie, albo topi się od jej nadmiaru, tak samo więdnie bez miłości, a gdy już ją ma, nie może sobie poradzić, kiedy już jej nie chce.
Niepotrzebnie stawia ją na zielonych łąkach, pod kwietnymi gałązkami jabłoni, ozdabia melodią ptaków. Miłość, jeśli podejmie decyzję, niekoniecznie właściwą, przyjść może w mroźny dzień, jesienną nocą, letnim świtem. Ogarnąć, unieść, zaślepić. Stanąć obok niewinności i zbrodni.
Często zmienia adres, błądzi, odnajduje się na zawsze. Na chwilę, gdy słaba w postanowieniu, odchodzi… Zapomina o czasie.
Ten bezwzględny dozorca naszych poczynań - nie ogląda się na nic i na nikogo. Miłość nie jest mu potrzebna do tego, by płynął, był, żył. Przetrwa każde trzęsienie serc i ziemi.
Miłość rzadko wygrywa z przemijaniem. Dlatego ginie.
Zostawia po sobie ból, zgorzknienie i brak woli na jeszcze…
Sine niebo nie zachęca do patrzenia na to, co pod jego sklepieniem się dzieje.
Ranek przywitał się z deszczem. Coś stłumiło ptasie rozmowy. Nowa miłość tej starej już nie chce.
Zawsze można napić się kawy.
Przekładając filiżankę z ręki do ręki, utkwić wzrok w drgającej gałązce i myśleć, dumać, postanowić – znajdę ten powód, dla którego pokocham siebie - może taki: tylko dlatego, że jestem.
Za domami wyje wiatr, pochyla drzewa. Z gałęzi strąca nadzieje.







R., 27.03.2010