poniedziałek, 7 sierpnia 2017

między jesienią a jesienią


Witajcie



Trochę za trudno jest nadążyć za myślą, 
a co dopiero za czasem, który tylko sobie panem.
Muszę nagiąć się do terminów wyznaczonych 
przez... w końcu czy to istotne, 
kto lub co ogranicza spotkania z Wami.
Nastaje przerwa, jak dobrze pójdzie - do odwołania.
Wszystkim zaglądającym życzę zdrowia i miłości.

Alina












nakarmię brzozę wszystkimi łzami
porzuconymi w łodziach myśli

jesienną tonią skryję pożegnanie
zasnę niewdzięczna za raz jeden

a czarne motyle puszczone w noc
uniosą wszystko skrzydłami
co duszę trawiło nie chcąc światłem

zgasnę z księżycem może mnie dopisze
falami między brzegami

jesienią








R., 11.08.2017
















wtorek, 11 lipca 2017

Schłodzone marzenia



Czerwiec z lipcem przełamane
nocą strwożonego niepokoju,
dłoń rozwarta do podania.
Myśli–nietoperze przysiadły pod dachem.
Wiatr porwał płatki czerwonej piwonii.
Serce zbladło.
Dusza uciekła na jaworu gałąź.
Została piszczałką wystruganą zapomnieniem.
Na zatrzymanej huśtawce
jej cień zasnął bez niego.
Ranne rosy studziły marzenie.



















H., 01.07.2009

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Pragnienie






przyprowadź znowu noc
po źrenicę gorącą
szczodrością dorzuć dzień
gładką koszulą pachnący

wymyśl nas i wtedy
gdy niełaskawy czas
kryje ósmą zmarszczką
trwaniem zmęczoną twarz

niesiony falą wspomnień
żalów roztrzaskaj głaz
zanim nam przyjdzie odejść
przytul mnie jeszcze raz






















H., 29.06.2010

niedziela, 4 czerwca 2017

Dzwoni do ciebie, bo dziś jest stara





Zapędziła cię do kropki. Bezwzględnie. Tak. Nie było chwili na premedytację.
Wiedziałeś, że usłyszysz nieczłowieka. Skąd bierzesz to, czego w kim innym doszukać się nie sposób - nieistniejącą treść z minut gardłujących strachem, podrzucasz słowa, przelewając zdania do wąskiego kieliszka, w mgnieniu zapełniasz szampanem z bąblami urojenia, że jutro będzie inaczej.
Wypuszczona między żywych, gdy życia choćby tknąć... Dziś – podpełznąć choćby do drugiej godziny, tak radzisz? Nie przymuszaj do fałszu. Teraz ani jednym twoim zmartwieniem przejąć się nie zdoła. Zrozum, gdyby tylko stara... Jak mara pod słońce, może jeszcze nieoskubana do kości.
W podziale, jak zawsze – granica na tych którzy w zadowoleniu i resztę, która nie będzie tkwić w brzydkim i dobrze zrobi. Sama, sama musi przejść każdą rozpadlinę, zwały błota, dotrzeć?
Nieludzi pełne łóżka, sale – powietrze? Wietrzyć, wietrzyć proszę, przeciąg niech urwie durne zdrowie. Wypisać, za drzwi, napierają nowi...
Dzwoni do ciebie, bo dziś... daj godzinę, po niej jeszcze. Pamiętasz -jeszcze- i gadkę o zapachu skiby ziemi odłożonej łopatą u obcych? Zostali u siebie, syci i zadowoleni. Ich prawo.
Jej, jakie jest, do czego? Pierwszy zwiędnie kwiat, którego nie podleje? Niekoniecznie, Wystarczy, że rozpędzona ciężarówka... a przecież byli zdrowi.
Tak dawno się urodziła... czy wiesz, że dorastała w miasteczku położonym zaledwie kilka kilometrów od magazynów z bronią atomową i dopiero teraz o tym się dowiedziała? Niewiedza, czym więc? A teraz, gdy niby wie, lecz do końca przecież nie może, to lepiej tak, czy zacząć porządkować, żeby tylko jak najmniej bałaganu po sobie.
Wejść w marzenia. Zrobić coś, czego nie potrafi. Namalować. Siebie. Nie taką, jak ją... taką, która będzie choćby pajęczyną prawdziwej... Niemożliwe? Dobrze, jesteś górą.
Jeśli przeturla się po godzinach, to wyjdzie przed dom, poszuka kwiatów /przecież jakieś będą jeszcze kwitły/, zapamięta przy których choćby jeden trzmiel, później podniesie głowę tak mocno, żeby oczy mogły sięgnąć nieba. Na nim, obojętnie – błękitnym czy granatowym, przyklei swoje... czy wiesz, że lata odłożone na grzbiecie nie uwalniają od dziewczynki z twardą grzywką na czole?
Będzie miała chude nogi, patyki, białą bluzkę, spódniczkę w kwiatki, buzię uśmiechniętą niewiedzą, a w drobnych dłoniach ogromna ilość maków. Zapomniała dodać, że pod pantofelkami z paseczkiem zapinanym z boku... tak, trawy – koniecznie ze szczawiem.
Pisze do ciebie, bo dziś jest stara. Nie sprawdzi poprawności złożonych zdań, sensu. Co teraz może mieć znaczenie – jedna litera, kropka za wiele?
Odczytasz ten obraz?
Pisała do ciebie, dzwoniła bo...












R.

środa, 26 kwietnia 2017

Pójdź




ze mną na spacer.
Może nieostatni.
Bądź obok.
Obijaj się o ramię.
Pamięci nie wypominaj
lat miłości
kiedyś trochę bratnich,
bo przecież...
czyż nie piękna
była i przyjaźń,
gdy zawiodły wyobraźnie,
a czas chciał
trochę poprzewracać
nasze budowanie
-nie do ziszczenia.

Idźmy gdzie nasze drzewa,
buki i wtulona w dwa jawory
-stara akacja,
drogą między wzgórzami a stokiem
pociętym strumieniami.
Póki jeszcze liści nie zgnieciemy butami,
wiatr nie przygina kręgosłupów drzewom
i żuk przetnie nam drogę.

Przystaniemy w leśnej przecince.
Ujmiesz moje dłonie.
Powiesz – nie żałuję,
już nie, żadnej naszej chwili.

Jutro, pojutrze, sam wyjdziesz na drogę.
Wiosną, w ogrodowym wazonie
zakwitną łzy niedokończone.













R., 09.2010


piątek, 17 marca 2017

Cisza była cicha




Cisza,
bezradna,
trąca struny niepokojem.
Coraz głośniej,
smutniej brzmi.
W rozciąganiu czasu obojętna,
to znowu chce wiedzieć…

Milcząca cisza
przytuliła się do bezradności.
Pogubione - milczą.
Błądząc w zapomnieniach
opuściły głowy.

Odejdą z pamięci tam,
gdzie – samotność pierwsza
przy drugiej usiadła na szczycie rozżalenia.
O to – że wszystko się kończy.
W proch, z powstania, zmienia.






















R., 27.12.2009

wtorek, 14 marca 2017

w operze




połóż horyzont na zewnętrznej dłoni
dotknij opuszką z drugiej niebieskiego nieba
Fot. Robert Z.  Flemsoya droga nad plażą
idź wody kobiercem niosąc słońce
różowe radością odchodzenia
w sen bez deszczu wiatru dużej fali
zaczekaj
aż utopi tarczę roziskrzoną
w niebieskiej najbardziej z niebieskiego
wyprowadzonej wody zanurzenia w niebie

opera
na fali i chmurze
tobie przedstawienia
tworzy nocą zapomnianą
aż po dzień

stań w oknie rozrzuć marzenia
na szczyty zaprowadź po dary
ciszy zmierzchu ptaków rozmów
znoju wodospadu i twoich snów
potem zejdź
do bram spełniających noc

patrz jeszcze
gdzie tarczy już nie ma
oddała kolory
rozciągnęła na fali
malowany na dwie ręce horyzont
w różem piasku złotem i chabrami













L., 28.04.2008

poniedziałek, 13 marca 2017

Chmury odgoniłam






Na powitanie bukiet
białych frezji
do wazonu ci wstawiłam,
namiastkę serca wiosny.
Okiem chmury odgoniłam
z zsiniałego zimnem nieba.
Z czoła zagarnęłam
do stalowej puszki
wredne troski.
To za mało, wiem.
Chcesz
tylko
zabrać swoje rzeczy.

Chciałabym być
drobiazgiem,
o którym pamiętasz,
kiedy się pakujesz.

Chciałabym...

Nie słuchasz.












H., 11.03.2009


sobota, 11 marca 2017

za rękę





jeszcze chwila
mocno bliska

czterdzieści osiem
przy mnie

w nich każdy dzień drobiony
na minuty
do przejścia
kwietną łąką
zasiekami przez które pomogłeś

dziś
sekundami odliczam twoje oddanie

mężczyzno



















R.10.03.2017

czwartek, 2 marca 2017

Ściany




Intencja, zamysł, cel, przeznaczenie słów. Może ważniejsze od samego słowa?
Najgorszą formą porozumiewania wydaje się brak widoku… niemożność spojrzenia mówiącemu w twarz, oczy albo… wsłuchania się w ton głosu, moc, barwę czy nawet sam śmiech. Śmiech nie zawsze oznacza zdrowie. Może skaleczyć... dać ból. A ten, jeśli przypadkowym potknięciem musiał się przytrafić, jest do przyjęcia i wybaczenia. Jeśli z przemyślanym zamysłem, to też można postarać się o zapomnienie. Morał ze zdarzenia, jak ze złej bajki, w pamięci zostawić na zawsze.

Nocą rude trawy i świeże, zielenią przedwiośnia oczy cieszące pąki drzew, kwiatów i krzewów, lekki mróz objął niemiło.
Dzień chce przyjść i rozłożyć się na szczytach i drogach. Nie ma humoru. Przygaszony, zmieniony kolorami, już nie rozdaje wszystkim oczom niebieskiego nieba. Może noc zawstydziła dzień - bo zaróżowił się. Mogła go też nocka zmęczyć, dlatego poszarzał z niewyspania. Dzień nigdy nie śpi, czuwa, czeka aż noc sobie pójdzie.
Noc żyje tylko nocą i nie wie, nigdy się nie dowie, kim jest dla niej dzień.
Noc i dzień zachowują się jak ludzie. Są blisko siebie, dzielą ich tylko ściany. Tak, jak od dnia noc oddziela zmierzch, od nocy dzień przesłania świt. To oczywiste, każdy to wie…
Wie, ale kiedy od drugiego człowieka dzieli ściana, to jest mu źle, przykro. Żyje w przekonaniu, że jest sam. Traci wzrok, nie może zobaczyć w zasięgu rażenia swego myślenia nikogo, do kogo mógłby pierwszy zapukać.
Za ścianami żyją ludzie. Samotni … dlaczego? Z wyboru? Ze strachu przed tym z drugiej strony, bo co on pomyśli, co powie? Może wyrzuci od progu?

Na dziesiątym piętrze wieżowca, o trzeciej, jeszcze nocą, kobieta zapukała do drzwi. Za nią stała druga.
Drzwi tworzyły się, nie, nie same, zrobiła to trzecia kobieta. Spojrzała w oczy stojącym w korytarzu, nie uśmiechnęła się, kiedy powiedziała – wchodźcie…
-…słuchaj, przed chwilą był telefon, ponad godzinę temu upadł na podłogę i już nie wstał mój brat. Poszłam do niej, nie chciałam ciebie budzić… tylko widzisz… nie gniewaj się… jesteśmy obie...
- wejdźcie, czego się napijemy…
- to jeszcze noc… napijmy się kawy… bo płakać nie mogę, tylko serce zaciska się, kurczy…. On miał trzydzieści jeden lat… mamie muszę jeszcze powiedzieć….
Trzy kobiety, siostry dziesiątego piętra, powitały świt bez łez.
Najwięcej jest łez niewylanych. Są solą i bólem.
Nikt nie policzył, może najwięcej jest łez wylanych później, już zawsze są.



















L.15.03.2008