środa, 26 kwietnia 2017

Pójdź




ze mną na spacer.
Może nieostatni.
Bądź obok.
Obijaj się o ramię.
Pamięci nie wypominaj
lat miłości
kiedyś trochę bratnich,
bo przecież...
czyż nie piękna
była i przyjaźń,
gdy zawiodły wyobraźnie,
a czas chciał
trochę poprzewracać
nasze budowanie
-nie do ziszczenia.

Idźmy gdzie nasze drzewa,
buki i wtulona w dwa jawory
-stara akacja,
drogą między wzgórzami a stokiem
pociętym strumieniami.
Póki jeszcze liści nie zgnieciemy butami,
wiatr nie przygina kręgosłupów drzewom
i żuk przetnie nam drogę.

Przystaniemy w leśnej przecince.
Ujmiesz moje dłonie.
Powiesz – nie żałuję,
już nie, żadnej naszej chwili.

Jutro, pojutrze, sam wyjdziesz na drogę.
Wiosną, w ogrodowym wazonie
zakwitną łzy niedokończone.













R., 09.2010


piątek, 17 marca 2017

Cisza była cicha




Cisza,
bezradna,
trąca struny niepokojem.
Coraz głośniej,
smutniej brzmi.
W rozciąganiu czasu obojętna,
to znowu chce wiedzieć…

Milcząca cisza
przytuliła się do bezradności.
Pogubione - milczą.
Błądząc w zapomnieniach
opuściły głowy.

Odejdą z pamięci tam,
gdzie – samotność pierwsza
przy drugiej usiadła na szczycie rozżalenia.
O to – że wszystko się kończy.
W proch, z powstania, zmienia.






















R., 27.12.2009

wtorek, 14 marca 2017

w operze




połóż horyzont na zewnętrznej dłoni
dotknij opuszką z drugiej niebieskiego nieba
Fot. Robert Z.  Flemsoya droga nad plażą
idź wody kobiercem niosąc słońce
różowe radością odchodzenia
w sen bez deszczu wiatru dużej fali
zaczekaj
aż utopi tarczę roziskrzoną
w niebieskiej najbardziej z niebieskiego
wyprowadzonej wody zanurzenia w niebie

opera
na fali i chmurze
tobie przedstawienia
tworzy nocą zapomnianą
aż po dzień

stań w oknie rozrzuć marzenia
na szczyty zaprowadź po dary
ciszy zmierzchu ptaków rozmów
znoju wodospadu i twoich snów
potem zejdź
do bram spełniających noc

patrz jeszcze
gdzie tarczy już nie ma
oddała kolory
rozciągnęła na fali
malowany na dwie ręce horyzont
w różem piasku złotem i chabrami













L., 28.04.2008

poniedziałek, 13 marca 2017

Chmury odgoniłam






Na powitanie bukiet
białych frezji
do wazonu ci wstawiłam,
namiastkę serca wiosny.
Okiem chmury odgoniłam
z zsiniałego zimnem nieba.
Z czoła zagarnęłam
do stalowej puszki
wredne troski.
To za mało, wiem.
Chcesz
tylko
zabrać swoje rzeczy.

Chciałabym być
drobiazgiem,
o którym pamiętasz,
kiedy się pakujesz.

Chciałabym...

Nie słuchasz.












H., 11.03.2009


sobota, 11 marca 2017

za rękę





jeszcze chwila
mocno bliska

czterdzieści osiem
przy mnie

w nich każdy dzień drobiony
na minuty
do przejścia
kwietną łąką
zasiekami przez które pomogłeś

dziś
sekundami odliczam twoje oddanie

mężczyzno



















R.10.03.2017

czwartek, 2 marca 2017

Ściany




Intencja, zamysł, cel, przeznaczenie słów. Może ważniejsze od samego słowa?
Najgorszą formą porozumiewania wydaje się brak widoku… niemożność spojrzenia mówiącemu w twarz, oczy albo… wsłuchania się w ton głosu, moc, barwę czy nawet sam śmiech. Śmiech nie zawsze oznacza zdrowie. Może skaleczyć... dać ból. A ten, jeśli przypadkowym potknięciem musiał się przytrafić, jest do przyjęcia i wybaczenia. Jeśli z przemyślanym zamysłem, to też można postarać się o zapomnienie. Morał ze zdarzenia, jak ze złej bajki, w pamięci zostawić na zawsze.

Nocą rude trawy i świeże, zielenią przedwiośnia oczy cieszące pąki drzew, kwiatów i krzewów, lekki mróz objął niemiło.
Dzień chce przyjść i rozłożyć się na szczytach i drogach. Nie ma humoru. Przygaszony, zmieniony kolorami, już nie rozdaje wszystkim oczom niebieskiego nieba. Może noc zawstydziła dzień - bo zaróżowił się. Mogła go też nocka zmęczyć, dlatego poszarzał z niewyspania. Dzień nigdy nie śpi, czuwa, czeka aż noc sobie pójdzie.
Noc żyje tylko nocą i nie wie, nigdy się nie dowie, kim jest dla niej dzień.
Noc i dzień zachowują się jak ludzie. Są blisko siebie, dzielą ich tylko ściany. Tak, jak od dnia noc oddziela zmierzch, od nocy dzień przesłania świt. To oczywiste, każdy to wie…
Wie, ale kiedy od drugiego człowieka dzieli ściana, to jest mu źle, przykro. Żyje w przekonaniu, że jest sam. Traci wzrok, nie może zobaczyć w zasięgu rażenia swego myślenia nikogo, do kogo mógłby pierwszy zapukać.
Za ścianami żyją ludzie. Samotni … dlaczego? Z wyboru? Ze strachu przed tym z drugiej strony, bo co on pomyśli, co powie? Może wyrzuci od progu?

Na dziesiątym piętrze wieżowca, o trzeciej, jeszcze nocą, kobieta zapukała do drzwi. Za nią stała druga.
Drzwi tworzyły się, nie, nie same, zrobiła to trzecia kobieta. Spojrzała w oczy stojącym w korytarzu, nie uśmiechnęła się, kiedy powiedziała – wchodźcie…
-…słuchaj, przed chwilą był telefon, ponad godzinę temu upadł na podłogę i już nie wstał mój brat. Poszłam do niej, nie chciałam ciebie budzić… tylko widzisz… nie gniewaj się… jesteśmy obie...
- wejdźcie, czego się napijemy…
- to jeszcze noc… napijmy się kawy… bo płakać nie mogę, tylko serce zaciska się, kurczy…. On miał trzydzieści jeden lat… mamie muszę jeszcze powiedzieć….
Trzy kobiety, siostry dziesiątego piętra, powitały świt bez łez.
Najwięcej jest łez niewylanych. Są solą i bólem.
Nikt nie policzył, może najwięcej jest łez wylanych później, już zawsze są.



















L.15.03.2008



poniedziałek, 20 lutego 2017

przekornie





przygnałeś na złamanie drobnych gałązek
korytarzem po tobie wszystkie sumienia               
w próbach do obmycia win
kładą na fali grzeszne i niezasłużone

morze prycha zrozumieniem
w przestrzeni są błahostką
kroplą do życia przywołaną na chwilę
do zasuszenia gdy przewiewasz

mnie odsłoń kipiele
podtrzymaj w oglądzie dnia
wyrywając falom przekorę
w moczeniu bezbronnych wydm


nie dziś za tobą odlecę
czy wiesz




















R., 20.02.2017

piątek, 17 lutego 2017

Zlicytowani





Dałeś się unieść
a potem zgubiłeś w czasie,
który nieokiełznany - mija.
Luty nie pamięta nowości zdarzenia,
że jesteśmy znów starsi.
Śmiech rozbrzmiewa radością podlany
i pokraczny w kręgach niezamarzniętej tafli.
Zimny wiatr ugina gałęzie drzew.
Kaczory i kaczki na stawach
dostają okruchy chleba.
Pytania klawiszami
białymi i czarnymi
wygrywają zaskoczenia.
Przeznaczenie
wykuwane niespodziewanym losem.
To nic, że nie chcesz pamiętać.
Jaźń pazernie upomina się o swoje
niczym znienawidzony poborca.
Żyjmy, żyjmy panowie i panie.
Jak,

jak...





















R., 02.02.2011

czwartek, 2 lutego 2017

w lesie




Wyrok zapadł, będziesz rozszarpana! - ale dano Jej wybór:
załatwią to szakale, hieny, mogą wilki.
Wybrała wilki.
Na pytanie - dlaczego, odpowiedziała:







zanim weszłam do tego lasu
widziałam wszystkie
świecące nocą ślepia drapieżników
wiedziałam że mogę spośród drzew
mchów zaczarowanych paproci
zawilców i leśnych ślimaków
naiwnych saren
ostrych jeżów
nie wrócić na polanę                                                                        
i tak prawie wszystko przeżyłam
kto wie może już jutro by mnie nie było
gdybym się bała

to nie zobaczyłabym
nie poczuła przedostatniego
uroku zapachu i ducha lasu

a tak to odejdę bogatsza w doznania

wybieram wilka
bo jest szlachetniejszy w urodzie
bliższy we wspólnym oglądaniu księżyca
budzi ludzką trwogę

szakal i hiena odrazę













R., 11.02.2013


środa, 25 stycznia 2017

z przepowiedni







trzy czarne perły snu
chciałaby wymnożenia

żywe płoszą nawet skrzydła owada
zawieszone na pajęczynach

nie martw się
ku zapomnieniu czas nitkę
wykrada

ty wiesz
noc i dzień
dźwigają życie minione
wbite myślom o straconym

czarownik wciąż gra
melodia głębokie gubi

to tylko nuta do przejścia
walka przed ostatnim
jeszcze do
jeszcze do przytulenia













L., 14.01.2008