Witajcie 26.04.2016 roku jeszcze chłodnego.
Wróciła od lekarza. Wynik CA125 troszeczkę lepszy od poprzedniego.
Pod koniec lipca kolejny tomokomputer całego brzuszyska, a w sierpniu znowu pojedzie do lekarza.
Zanosi się na to, że do połowy lipca mamy spokój i nie musimy przejmować się Jej chorobą.
Ona bardzo wszystkim dziękuje za każde słowo, które niekiedy czytała kilka razy dziennie, a wzruszenie sprawiało, że łzy lały się jak wyspowy wodospad w porze deszczowej.
Do lekarza miała pojechać autobusami, chciała być dzielna i udowodnić, że sobie radzi, ale przyjaciele ją podeszli jak sarnę na polanie i zawieźli pod przychodnię.
Miała wracać sama, ale oni znowu byli sprytniejsi i udowodnili, że mieli sporo spraw do załatwienia akurat do czasu Jej wyjścia od lekarza.
To nie był koniec kombinacji przyjaciół. Zapytali, czy zgodzi się, żeby pojechali jeszcze Skwerem Kościuszki.
Świętojańską jedzie się wolno, ale warto, bo po drodze można zobaczyć jak budowany jest okazały, nowoczesny apartamentowiec, w którym mieszkanie wykupiła znana aktorka. Zrobiła /ta aktorka/ piękne zdjęcia Gdyni, morza. Naniesiono je na banery i przytwierdzono do ogrodzenia, które chroni budowę. Po mieście krąży plotka, że co jakiś czas któryś ginie.
Na Skwerze już rojno. Dziś pogoda była słoneczna, ale wietrzna. Zwiedzający cumujące żaglowce mieli przedsmak przygód na morzach i oceanach. Fale niecierpliwe, stalowe, jednak nie szalone.
Poczciwa "Róża Wiatrów" nie doczekała się unowocześnienia. Zewnętrzny strój bryły budynku
nie nadąża za obecną modą.
I tak Gdynia pięknieje. Szklane domy Żeromskiego właśnie w tym morskim mieście są spełnieniem Jego marzeń.
Na Kamienną Górę już można wjechać kolejką. Może niedługo Ona też spróbuje, bo od czasu jak przeczytała "Tak trzymać" Fleszarowej, to miejsce jest dla Niej symbolem walki i patriotyzmu. Tak kochani, w gdyńskie ulice też wsiąknęła krew ostatniej wojny.
Kochani, dziękuję wszystkim za obecność przy mnie w chwilach, których nikomu nie życzę, w takich, kiedy wyje się dzień i noc, a o północy nawet księżyc nie może tego wytrzymać.
Ściskam Tych, którzy tu skrobną coś i Tych, którzy zaglądają, bo pamiętają.
Dzisiaj zostawiam kawę, herbatę i gruzińskie wino.
Obserwuję sokoły, ale nie jestem tam zalogowana i nie komentuję, jakakolwiek zbieżność imion jest przypadkowa. Poniższy link jest na Gdynię, ale można z niego trafić na gniazda w Gdańsku, Warszawie, we Włocławku i w innych miastach.
Dobrej pogody w sercu i za oknem życzę Wszystkim.
sokoły
http://peregrinus.pl/pl/gdynia-edf-podglad/276-gdynia-edf-wprowadzenie
orły
http://pontu.eenet.ee/player/merikotkas.html
niedziela, 17 kwietnia 2016
piątek, 4 marca 2016
Ze strachu
Co czas pozostawi
spadkobiercom,
czy tylko nasza
wola?
Przyjąć zechcą,
czy odrzucą...
jak teraz,
kaligrafowane
doświadczeniem
słowa
i przestrogę.
Istnienia
przepadają,
a dzwony nie płaczą
trwogą.
Wybijają godziny z
grafików.
Wszystko to nic -
zakrzyknąć!
Czepimy się wiosny,
każdego
odważnego kwiatu
i skrzydeł
nadlatującego żurawia.
Mówiła, że już
są.
Jej wierzyć można,
bo wciąż oczami w
lesie
i na polanie,
tam zwierz i ptak
głos niesie do
słuchania
nad nurtem rzeki.
Dopóki oczy patrzą
pisze się piękno.
Dlaczego jest
słabsze,
coraz rzadziej się
unosi
nad zepsutym światem
walczących o...
pierwszeństwo
zabijania!
„Zapamiętaj imię”
kto powstrzyma.
R., 16.03.2015
piątek, 19 lutego 2016
O sile zapatrzenia
Czy jeszcze widzisz
światło wiernych oczu,
którym chcą pisać
nowe razem chwile,
wyzwalać siły byś
chciał zawsze przy mnie
dotykać szczęścia
gdy krzyczą motyle.
Beze mnie jesteś
ślepcem bez podpory,
Kretem w tunelu na
jałowej ziemi,
Byłbyś radością
i miłością wierną
Trwałą jak
diament, ale tylko ze mną.
R.
Napisany w
komentarzu u S. 23.02.2015
wtorek, 22 grudnia 2015
Niewiara przygina pewność
brata się z dniem
bez warunków
nie pyta czy z miana
ostatni
z niebieskiej
przestrzeni
odcień zdrapuje
gołębia
czy wróżbity
a może wypełnionego
ziarnem trwałej
tajemnicy
prześmiewcy
chociaż droga
posłańca
innym celom
wyznaczona
szuka linii przed
którą
i za którą patrzeć
z wysoka
to poznać grzechy
ziemi
w postaciach
schowane
a ich skóry jeszcze
nie uniformem
pokutnym
choć serce bez
bicia
dzwonu daje się
słyszeć
echem zachwianym
wsłuchuje się w
najdoskonalsze
pieśni o
przetrwaniu
spisane jak
testamenty
wszystkim doskonałe
w odczytaniu
dziedziczenia
to skąd trwożna
niepewność
bezzasadna w sprawie
jutra
w pierwszej roli
granej
na deskach wieczoru
łatanego
nieśmiałą a może
przepędzoną
nadzieją
że po nocy wietrzne
słońce
na pewno nie
wypłoszy
obiecanego życia
R., 08.03.2015
czwartek, 26 listopada 2015
Którym wiatrem
Wiatr nie mógł być
przyjacielem tego dnia. Niczyim i niczego. To, co wewnątrz
rozdzierało siłą jego pierś i gnało szaleństwem, było mu
nieznane. Nie miał żadnej mocy, by zwyciężyć obcą potęgę i
uspokoić się. Musiał pędzić, przewracać, wyrywać, a im więcej
niszczył, tym był potężniejszy.
Nie miał czasu na myśl. Czuł, że znalazłaby sposób, rozwiązanie, odpowiedź – jak przeciwstawić się temu, co obce w nim.
Potrzebował, jak człowiek tlenu i wody, sekundy na myśl. Na czymś musi się na tę jedną, maleńką chwilę zatrzymać. Pozbyć tego, co go odmienia. On jest przyjaznym wiatrem, chłodzącym, muskającym, przynoszącym ulgę. Nie jest tym, czym właśnie jest. Wie, że w tej potrzebie myśli - nie ma sensu. Ale on naprawdę, wbrew sobie, nie jest sobą.
Udało mu się pomyśleć! O mało co, czyniąc szkody, niszcząc - nie zdążyłby wiedzieć, że myślał. Już wie, i teraz, niedługo, będzie się odzyskiwał. Wracał w jestestwo. Łagodniał. Pokorniał.
Pewnego dnia zawładnie nim Ulewa – nie wie, co wtedy będzie, którym Wiatrem przy Niej się stanie.
Witaj.
Czy nie czas na naszą kawę?
Nie miał czasu na myśl. Czuł, że znalazłaby sposób, rozwiązanie, odpowiedź – jak przeciwstawić się temu, co obce w nim.
Potrzebował, jak człowiek tlenu i wody, sekundy na myśl. Na czymś musi się na tę jedną, maleńką chwilę zatrzymać. Pozbyć tego, co go odmienia. On jest przyjaznym wiatrem, chłodzącym, muskającym, przynoszącym ulgę. Nie jest tym, czym właśnie jest. Wie, że w tej potrzebie myśli - nie ma sensu. Ale on naprawdę, wbrew sobie, nie jest sobą.
Udało mu się pomyśleć! O mało co, czyniąc szkody, niszcząc - nie zdążyłby wiedzieć, że myślał. Już wie, i teraz, niedługo, będzie się odzyskiwał. Wracał w jestestwo. Łagodniał. Pokorniał.
Pewnego dnia zawładnie nim Ulewa – nie wie, co wtedy będzie, którym Wiatrem przy Niej się stanie.
Witaj.
Czy nie czas na naszą kawę?
R., 20.06.2009
sobota, 7 listopada 2015
Do Zagórskiej Strugi
Listopad
przejął wszystko po październiku - bez żenady. Pyszni się
ciemnym złotem. Chwali uratowaną zielenią. Aż chce się żyć,
być – jest taki pachnący, szeleszczący, przenika spokojem.
Najbardziej
za miastem. Tam asfalt gubi się w piaszczystej drodze. Albo
przejmuje go przedwojenny bruk, który zaprowadzi do listopadowego
lasu, dyrygowanego lekkim wiatrem, łapiącym ledwie korony drzew.
One szumią śpiewnie.
Witaj.
Jest
pewna, że pójdziesz dziś zatopić się w rudym złocie. Jeszcze
raz szeleścić liśćmi pod butami. Ot – tak bez celu, przed
siebie, krok za krokiem. Nawet mówić się wtedy nie chce, bo jest
tak pięknie rudo. Dojdziesz tam, gdzie po jednej stronie bruku
wzgórze; po drugiej - bagienna, podmokła dolina, polany,
zabudowania. Odgłosy szczekania podwórzowych psów. Jakieś krótkie
zdania też się stamtąd przyniosą - aż do drzew. Wysokich,
smukłych, wiekowych, zasłużonych, uczepionych wzgórz…
Cały
czas powtarzać będziesz – jak tu cicho, pięknie. Dobrze.
Liście
pozwolą lekko unosić się wiatrowi. Te, które opadną na brzegach
drogi, wciąż szeleścić będą jeszcze, bo lubisz zanurzać stopy
w ich głębi i czubkiem buta rozgarniać. Będą szeptem zdradzać
ci leśne tajemnice - by nie rozpraszać myśli.
To
takie chwile, czas, kiedy nie czujesz minionych lat - zapamiętując
wciągnięte powietrze, jego leśny skład, przemienisz w zapach
twojej jesieni. Tego, czego chcesz - może jutro? Za rok? Byle było,
to zdarzenie - nie tylko w snach.
Między
wzgórzem zarośniętym bukami a doliną, za nią znowu leśnymi
wzniesieniami – powrócisz pamięcią do trudnych chwil. Nie wiesz,
dlaczego tak mocno zapisanych. Jesteś…. Za tobą za dużo - ale...
Tu
pięknie. Teraz. Chcesz widząc – czuć bez regulacji pochłaniania;
także rudość nad rudością wymalowaną zdobionymi nią gałęziami.
I niebo niebieskie nad złotymi koronami, maźnięte smugami bieli.
Dziś
nie możesz. Przez te myśli przed drogą, natrętne, nie do
schowania, niechciane.
Wciąż
szeleszczą liście pod butami. Zatrzymują przed rozwidloną strugą.
Ona
nowym głosem w lesie - rytmicznego pluskania wody, gdy haczy o
jedyny tu kamień. I jeszcze o zatrzymane przy brzegu gałęzie.
Mimo to - cicho ci tak kojąco bezmiernie.
Drżą
plecy przywalone wspomnieniami. Mówisz drzewom głośno – dość
dzisiaj!
Nic
nie poradzisz. Wciąż kochasz. Odejście przetrąciło za mocno.
Łzy
już nie kapią. Wciąż raną wnętrze.
Wracasz.
Liście
z gałęzi dotykanych wiatrem proszą szeptem – wróć do nas,
choćby do strugi, kiedyś jeszcze. Przyjdź też wtedy, kiedy na
gałęziach nas już nie będzie.
R.,
02.11.2009
poniedziałek, 2 listopada 2015
Tajemnice skurczonego czasu
Siedziała
na ramie roweru, którego kierownicę trzymały mocne ręce
mężczyzny. Powinna wiedzieć, że jest bezpieczna, jednak w Jej
tętnicach płynął strach. Pomyślała: jak dobrze, że wokół
trawa, nie powinnam mocno się potłuc.
Nie
spadła, byli już na prostej, strach został.
Nad
ulicami chmury tworzyły siwy mrok, brak światła dokuczał i
potęgował niepokój. W ogromnym pomieszczeniu, udającym miejsce
dla ciepłych spotkań, słuchacze czekali na recytację wierszy
autorów dotąd nieznanych. Musiała wyjść… Przecież nic nie
zrobiła, niczemu nie jest winna, dlaczego…
Dlatego,
odpowiedział Głos, bo twoich nie przeczytają, a cudzych nie
rozumiesz!
Co
on mówi, przecież wiem, czuję jeśli i ten, kto pisał, nie skąpił
duszy.
Na
ulicy siwe chmury odkryły stalowe cienie ogromnych ptaków. To dropy
nauczyły się latać? Strusie?
Nadlatywały,
mnożyły, było ich więcej i więcej, a ludzie zrozumieli, że
muszą uciekać.
Znikali
w swoich domach.
W
tym mieście swojego domu nie miała. Za rogiem stal jeszcze jeden,
cudzy, z drewna, białą farbą pomalowany budynek. Drzwi były
otwarte. Pędziła schodami, wydawało się Jej, że mogłaby przez
ten czas dobiec już do nieba.
Drogę
zagrodziły drzwi bez klamki, z gałką. Ktoś mógłby je otworzyć…
ale nie bez opłaty.
Na
gałce Zbawca zawiesił złoty krzyżyk z łańcuszkiem. Trzeba było
wziąć w ręce krzyżyk, by drzwi rozwarły się. Za późno
dotknęła krzyżyka, musiała biec schodami w dół. Na ulicy nalot
stalowych cieni ptaków narastał.
Pędziła
w ciemność.
O
trzeciej rano.
Strach
siedział w Niej jeszcze jak żywy, namacalny, bezwzględnie realny.
Światło w kuchni wzięło się zza niezasłoniętego okna, za
którym wartę trzymały uliczne latarnie. Pomagał im słaby w
blasku księżyc. Zawsze na stole stoi czuwająca filiżanka. Woda
zagotowała się szybko. Poczuła kawę zanim pierwszy łyk rozlał
się spokojem. Świadomość, że zaraz się napije – mogłaby
wystarczyć. Od razu w głowie stanęła myśl, że oszczędzanie
siebie niczemu już nie służy, i spokojnie, bez udziału
wątpliwości, może się napić.
Potem
dzień pozwolił mgłom chłodem otulać domy i ludzi, jesienne
trawy, bezlistne i te kurczowo trzymające ostatnie kolory, drzewa.
Nastrój
dnia wciąż mazał po płótnie nocy pędzlem niepokoju, mimo
południowego słońca.
Witaj.
Im
dłużej jesteśmy, tym więcej wątpliwości zagląda do oczu.
Zaczynamy omijać lustra, nie chcemy przyjąć tego co widzą inni,
kiedy na nas patrzą. Uczucia zawijamy w szary papier z zapomnienia i
mówimy, że jesień jest piękna, ale tylko za oknem. Zostają
tajemnice serca.
I
skurczony czas...
Listopad
wyjątkowy w tym roku. Nie zatrzymamy go. Tak jak nie dało się
przywiązać wiosny, lata...
Została
kawa. Pozdrowienia.
R., 03.11.2015
środa, 14 października 2015
Pusta dłoń /jesiennie/
Brązowy
liść obok żółtego
na
ziemi otula kasztany
pozbawione
kolczastych łupin
i
żołędzie
po
które do miasta
nie
wejdzie zwierzyna.
Wiatr
prawie nie napina
białych
żagli,
zapadły
w sen zimowy
przy
fiordzie w
marinach.
Dzikie
wino
uczepione
ścian
czerwienią zachwyca
oczy.
Złocisty
zachód
opuszcza
pomarańczową tarczę
za
zziębniętymi górami.
Wiatr
wyostrzył węch.
Do
przewiania
szuka
odkrytej ofiary.
Fala
zimna,
zmartwiona,
odesłana
w samotność,
szuka
starego przyjaciela.
Bez
myśli
schłodzona
dłoń
dosięga
kasztana.
Wypadł
z niej,
nie
wiedzieć - dlaczego?
A
miał w niej być na szczęście.
Dobrą
wróżbę.
Przepowiednię
nieznanego
losu.
Odpędzenie
złego.
Miał
- lecz wpadł
do wody.
Zostawił
małe kręgi.
Zniknęły
w wieczornej tafli.
Bez
zapamiętania.
Na
jutro przysięgi.
H.,
02.10.2009
środa, 30 września 2015
O tamtym
Kamień da ciepło,
gdy go dłużej
obejmiesz.
Trawy wysokie i
niskie,
posłuszne wiatrom,
podzielą się
muzyką.
Ptak każdą barwę
przedstawi twoim
oczom.
Rzeźba przyjaznej
chmury,
zamiast
niedostępnych chwil,
pięknem okryje,
jak bezpieczną
miłością.
Chociaż wiadomo, że fala
przypłynie i
odpłynie
- niezłapanej
zapragniesz.
Tęsknota zaciśnie
duszę,
jej skargę pośle
za ten horyzont,
który nie będzie
spełnieniem.
Tu czas panem...
Będziesz?
Będę w bezmiarze
dali?
R., 05.09.2012
piątek, 4 września 2015
Cisza obudzonego dnia
Dziękuje Wam, Mili, za pamięć. Dziś będę na pierwszej wizycie u onkologów. Dowiem się tam od kiedy zacznę "chemię". Niespodziewanie życie wszystko mi przewartościowało :(
Pogubiłam się w dniach, godzinach, wschodach, zmierzchach i ilościach łez.
Zostawiam kawę, może Ktoś...
Zdrowi bądźcie!
R., 25.09.2015
Pogubiłam się w dniach, godzinach, wschodach, zmierzchach i ilościach łez.
Zostawiam kawę, może Ktoś...
Zdrowi bądźcie!
R., 25.09.2015
Przed nocą mgła osiadła zmęczeniem na wszystkim co ogarniało stęsknione
piękna oko.
To dlatego świt, który tak bardzo chciałeś zobaczyć, i przez to sen
falował odcieniami nieznanego, i za chwilę przerywał się, by sprawdzić, czy
już… nie ukazał świeżo otwartym oczom okolonej trzcinami, łąką a potem lasem – tajemniczej
tafli jeziora.
Noc jeszcze mocniej przytrzymała mgłę ramionami czerni, wyciszyła
przemoczone ptaki i świerszcze, zapadła.
Mgła bezwolnie okleiła liście drzew i teraz, kiedy świty powinny
dzwonić na dzień, ciężkimi kroplami opadała w trawy, między sitowiem i wprost
do wody – czyniąc najmilszy hałas, który niedospane uszy chciały słyszeć tak
rano. Mokra, lepka – panowała, królowała, rządziła.
Oparty o wilgotną poręcz tarasu sądziłeś, że w końcu podniesie się a ty
będziesz tym, który pomoże unieść zasłonę, i razem stłumicie niepokoje. Te,
które kłóciły się we śnie i poza nim, i te z minionego nastroju o którym wciąż
myślisz, wręcz pożądasz chwil z tamtego, nieznanym wcześniej ciepłem
przenikającego, spotkania.
Czas wyznaczony na przyjęcie szczęścia minął, tylko… dlaczego! Przecież
myślałeś, że potrafisz nie przeoczyć…
Co z tą mgłą, ruszy się w końcu? Może niech zostanie… krople wciąż
opadają, niespiesznie. Jest czas świtania, to nic, że inny od wczoraj. Przecież
dasz radę. Może to przepowiednia – ta mgła. Kiedy ustąpi, zobaczysz wszystko od
nowa? Ona zniknie, ty zostaniesz. Nie chcesz Jej porównywać z mgłą, bo po co
odeszła jak ta kapiąca teraz… a może to nie krople, tylko łzy?
Nawet miła ta wilgoć, Objęła cię całego, takiego, jakim jesteś na
zewnątrz i tam, w tym swoim środku, którego nie lubisz wystawiać na pokaz. Już
czujesz, że w ostudzonych żyłach krew płynie spokojniej. Jezioro wróciło. Nie
ma mgły…
Wracasz, nie zamykasz drzwi, niech powietrze wciąż chłodzi…
Z zamysłem, postanowieniem, że musi trwać długo, to parzenie kawy, na złość Jej,
bo wiesz, że lubi filiżanki - najpierw zdejmujesz
z półki największy kubek, jaki znalazłeś. Mija czas i dopiero potem zapach
świeżej, cudownej – wybiega w ciszę rozbudzonego dnia.
Po skrajnej desce tarasu kroczy zamyślony kos.
R., 16.08.2011
Subskrybuj:
Posty (Atom)