krew rozdrapana do końca
ustala trasy strużkom
suchy niepokój
nad pustoszejącą głową
coraz nachalniejsze błękity
zdobione kreskami lotów
przy szosie gniazdo
przyjęło bociany na lęg
to nic że pędzą auta
bezkres pocięty kutrami
krótka fala gada z kamieniem
odpływa tęsknotą
wrak zapatrzony w skrzenia
wierzy zapomnieniu
promienny kobierzec na grzbiecie
ktoś przetłumaczył miłość
